Od pierwszego telefonu do pierwszych zajęć
Krystyna zgłosiła się do nas jesienią, po tym jak jej stanowisko w dotychczasowej firmie zostało zlikwidowane. Przepracowała tam ponad dwadzieścia lat i, jak sama powiedziała, ostatni raz siedziała po drugiej stronie biurka rekrutera w poprzednim stuleciu. Najbardziej obawiała się nie samego pytania o wiek, ale tego, że nie potrafi opowiedzieć o sobie w sposób, który zainteresuje kogoś obcego.
Na pierwszym spotkaniu nie zaczęłyśmy od ćwiczeń. Poprosiłam, by opowiedziała o zwykłym dniu w pracy: kto do niej dzwonił, co rozstrzygała, czego pilnowała. Z tej rozmowy wyłoniła się lista zadań, których wcześniej w ogóle nie nazywała kompetencjami, na przykład prowadzenie trudnych rozmów z dostawcami czy wdrażanie nowych osób.
Zapisałyśmy te rzeczy własnymi słowami, bez żargonu z ogłoszeń. Ta lista stała się surowcem do wszystkich dalszych ćwiczeń i pozwoliła jej zobaczyć, że ma o czym mówić.
Ćwiczenie odpowiedzi na głos
Wiele osób przygotowuje się do rozmowy w głowie albo na kartce, a potem zaskoczeniem jest dla nich własny głos. Krystyna zaczęła od pytania, które uważała za najtrudniejsze: proszę opowiedzieć o sobie. Pierwsza wersja trwała ponad cztery minuty i zawierała całe jej życiorysowe tło, łącznie z nazwą szkoły średniej.
Nagrałyśmy ją telefonem, odsłuchałyśmy razem i wspólnie wybrałyśmy trzy zdania, które naprawdę coś mówią: czym się zajmowała, w czym jest dobra i czego teraz szuka. Skróciła odpowiedź do mniej niż minuty, ale nie zrobiła z niej wyuczonej formułki.
Powtarzałyśmy to ćwiczenie na kilku innych pytaniach, między innymi o największą trudność w pracy i o powód odejścia z poprzedniego miejsca. Przy tym ostatnim ćwiczyła spokojne, rzeczowe sformułowanie bez żalu i bez tłumaczenia się.
- Odpowiedź na głos brzmi inaczej niż w myślach
- Jedna historia z pracy wystarcza na kilka pytań
- Spokojne tempo wypowiedzi robi lepsze wrażenie niż pośpiech
Pytanie o wiek i o nowe narzędzia
Krystyna była pewna, że padnie pytanie, czy da sobie radę z nowymi programami i z młodszym przełożonym. Omówiłyśmy, że rekruterzy rzadko pytają o to wprost, częściej sprawdzają to pośrednio. Dlatego przygotowała dwa konkretne przykłady sytuacji, w których nauczyła się czegoś nowego w ostatnich latach, na przykład przejścia swojego działu na nowy system zamówień.
Ćwiczyłyśmy też odpowiedź na pytanie o współpracę z osobami młodszymi. Zamiast zapewnień ogólnych opowiedziała o konkretnym zespole, który wdrażała, i o tym, czego sama się od niego nauczyła. Taka odpowiedź pokazuje otwartość lepiej niż deklaracja.
Nie obiecywałam jej, że pytania o wiek się nie pojawią. Chodziło o to, by nie była zaskoczona i by miała spokojną, prawdziwą odpowiedź, a nie obronną.
Jak szukała ofert i kontaktów
Druga część pracy dotyczyła tego, gdzie w ogóle szukać. Krystyna przeglądała dotąd jedynie duże serwisy z ogłoszeniami i odpowiadała na wszystko, co brzmiało podobnie do jej dawnej pracy. Wyniki były słabe, a ona czuła się coraz bardziej zniechęcona.
Zaproponowałam, by podzieliła poszukiwania na trzy tory: ogłoszenia, które naprawdę pasują do jej listy umiejętności, bezpośrednie wiadomości do kilku lokalnych firm oraz rozmowy ze znajomymi z dawnej branży. Ten trzeci tor okazał się dla niej najtrudniejszy, bo wydawało jej się, że prosi o przysługę.
Pomogło przeformułowanie: nie prosiła o pracę, tylko pytała o orientację, jak wygląda rynek i czy ktoś zna osoby warte poznania. Napisała kilka krótkich wiadomości i, jak mi później opowiedziała, większość osób odpowiedziała życzliwie.
- Odpowiadać tylko na oferty zgodne z własną listą umiejętności
- Prowadzić prostą tabelę: gdzie wysłano, kiedy, jaka odpowiedź
- Pytać o orientację na rynku, a nie o gotową pracę
Pierwsza prawdziwa rozmowa
Po kilku tygodniach Krystyna została zaproszona na rozmowę do średniej firmy usługowej w okolicy. Wcześniej odbyłyśmy jeszcze jedną próbną rozmowę, tym razem z ustawionymi krzesłami i z krótką przerwą na kawę, by odtworzyć atmosferę spotkania.
Po prawdziwej rozmowie zadzwoniła do mnie i powiedziała, że była zdenerwowana tylko przez pierwsze pięć minut. Pytanie o siebie poszło gładko, a przy pytaniu o słabe strony wróciła do przećwiczonej odpowiedzi i nie szukała jej na gorąco. Zapytała też sama o zakres obowiązków i o to, jak wygląda wdrożenie nowej osoby.
Nie wiem, jaki będzie wynik tej rekrutacji, i nie jest to dla tej historii najważniejsze. Ważniejsze, że przestała traktować rozmowę jak egzamin, a zaczęła jak wymianę informacji między dwiema stronami.
Co z tej historii warto zabrać dla siebie
Historię Krystyny opowiadam nie dlatego, że jest wyjątkowa, ale dlatego, że jej elementy powtarzają się u wielu osób po pięćdziesiątce. Strach przed rozmową zwykle bierze się z braku wprawy, a nie z braku wartości, a wprawę da się zbudować w niewielkich krokach.
Warto zacząć od spisania własnych zadań prostym językiem, potem ćwiczyć odpowiedzi na głos, a dopiero na końcu myśleć o liczbie wysłanych zgłoszeń. Dobrze jest ćwiczyć z drugą osobą, która zadaje pytania i daje szczerą informację zwrotną.
Na zajęciach w naszym programie pracujemy dokładnie w tej kolejności, w tempie dopasowanym do uczestnika. Nikomu nie obiecujemy zatrudnienia, ale pomagamy wejść na rozmowę z przygotowaniem i spokojem.
Historia Krystyny pokazuje, że rozmowa kwalifikacyjna po latach przerwy jest umiejętnością, którą można odświeżyć. Pomagają w tym nazwane doświadczenia, ćwiczenie odpowiedzi na głos, uporządkowane szukanie ofert i rozmowy z ludźmi z branży. Nie ma gwarancji wyniku, ale jest realna szansa, że kolejne spotkania będą spokojniejsze i bardziej rzeczowe niż pierwsze.