Krystyna przychodzi na pierwsze spotkanie
Krystyna zgłosiła się do nas jesienią, tuż po tym, jak jej dotychczasowe miejsce pracy ograniczyło etaty. Miała za sobą ponad trzydzieści lat w księgowości opartej na papierowych teczkach i kalkulatorze. Na pierwszym spotkaniu powiedziała wprost, że komputer kojarzy jej się z miejscem, w którym łatwo popełnić błąd, którego nie da się cofnąć.
Nie chciała od razu uczyć się wszystkiego. Zależało jej na trzech rzeczach: żeby samodzielnie wysłać swoje CV mailem, żeby nie stresować się rozmową przez kamerkę i żeby umieć przygotować prosty dokument w edytorze tekstu. Takie konkretne cele bardzo ułatwiają pracę, bo od razu wiadomo, od czego zacząć i kiedy można uznać zadanie za zakończone.
Początek: mysz, klawiatura i spokojne tempo
Pierwsze zajęcia z Markiem Kowalczykiem poświęciliśmy rzeczom, które dla osób obeznanych z komputerem są niewidoczne: jak działa kursor, czym jest okno, gdzie zapisują się pliki. Krystyna notowała każdy krok ręcznie w zeszycie i to było w pełni w porządku. Wiele osób po pięćdziesiątce uczy się właśnie w ten sposób i nie ma w tym nic, co trzeba poprawiać.
Ważne było dla niej to, że nikt nie poganiał grupy. Instruktor wracał do tych samych czynności kilka razy, za każdym razem w nieco innym kontekście. Po dwóch spotkaniach Krystyna potrafiła samodzielnie otworzyć przeglądarkę, znaleźć zapisany dokument i wyłączyć komputer bez poczucia, że coś po drodze zepsuła.
- mysz, klawiatura i podstawowe okna
- zapisywanie i odnajdywanie plików
- ręczne notatki jako pełnoprawna metoda nauki
Poczta elektroniczna i pierwszy załącznik
Najwięcej emocji wzbudziła poczta. Założyliśmy z Krystyną nowe konto, omówiliśmy, czym różni się pole adresu od pola tematu i dlaczego warto pisać krótki, konkretny temat wiadomości. Samo dołączenie załącznika okazało się dla niej przełomem: kliknęła ikonę spinacza, wskazała plik z CV i zobaczyła, że dokument faktycznie dołączył się do listu.
Wysłała pierwszy mail do mnie, potem do Marka, wreszcie do koleżanki z dawnej pracy. Każdy kolejny raz zajmował jej mniej czasu. Zwróciliśmy też uwagę na bezpieczeństwo: skąd się biorą podejrzane wiadomości, dlaczego nie otwiera się załączników od nieznanych nadawców i jak sprawdzić, czy adres wygląda wiarygodnie.
- założenie konta i budowa wiadomości
- dołączanie plików i sprawdzanie, czy dotarły
- rozpoznawanie podejrzanych wiadomości
Wideorozmowa bez tremy
Wideorozmowy budziły u Krystyny największy opór. Obawiała się, że nie znajdzie właściwego przycisku w trakcie spotkania albo że nie będzie słychać jej głosu. Dlatego przećwiczyliśmy całość kilkukrotnie w bezpiecznych warunkach: łączyła się z instruktorem, sprawdzała mikrofon, kamerę i ustawienie światła.
Uzgodniliśmy też prostą listę kontrolną przed każdym połączeniem: ładowarka podłączona, drzwi zamknięte, okno z dokumentami zamknięte, kartka z notatkami pod ręką. Po trzecim podejściu Krystyna sama zaproponowała, żebyśmy zasymulowali krótką rozmowę rekrutacyjną. Nie jest to jeszcze rozmowa o pracę, ale dobry trening spokoju przed ekranem.
- test mikrofonu i kamery przed spotkaniem
- ustawienie światła i tła
- lista kontrolna do wydrukowania
Edytor tekstu i arkusz w codziennych sprawach
W ostatnich tygodniach zajęliśmy się narzędziami biurowymi. Krystyna znała zasady rachunkowości, więc arkusz kalkulacyjny okazał się dla niej zaskakująco naturalny: szybko zrozumiała, że komórki to odpowiednik rubryk z papierowych ksiąg. Przygotowała własne zestawienie domowych wydatków i sama dodała do niego prostą sumę.
W edytorze tekstu poprawiła formatowanie swojego CV: ujednoliciła czcionki, uporządkowała odstępy i zapisała dokument w formie, którą da się wysłać każdemu. Nie ukrywam, że trafiały się potknięcia, na przykład zapisany plik w nieznanym miejscu. Wtedy uczyliśmy się wyszukiwania, a nie odtwarzania z pamięci.
- arkusz jako cyfrowa wersja znanych rubryk
- spójne formatowanie dokumentu
- wyszukiwanie zgubionych plików
Co z tego wynika, a czego nie obiecujemy
Krystyna po kilku tygodniach sama wysyła maile, łączy się na wideorozmowach i przygotowuje dokumenty. Nie oznacza to, że od razu znajdzie pracę, bo tego nie jesteśmy w stanie obiecać nikomu. Oznacza jednak, że brak umiejętności cyfrowych przestał być jedną z przeszkód w jej planach.
Zwracam uwagę na jedno: jej sukcesem nie było opanowanie programów, tylko odzyskanie poczucia, że nowe narzędzia są do ogarnięcia. Dla wielu osób właśnie ten moment, gdy pierwszy raz samodzielnie rozwiążą cyfrowy kłopot, zmienia sposób myślenia o kolejnych krokach zawodowych.
Historia Krystyny pokazuje, że nauka obsługi komputera po pięćdziesiątce wymaga przede wszystkim cierpliwości i jasno określonych celów, a nie wcześniejszego doświadczenia. Jeśli myślą Państwo o poczcie, wideorozmowach czy dokumentach, warto zacząć od jednej konkretnej czynności i wracać do niej, aż stanie się codziennością. Pozostałe umiejętności z czasem pojawią się same.